środa, 25 grudnia 2013

kładki nad torami

Wykop kolei radomskiej to teren graniczny Ochoty i Włoch pochodzący z wczesnych lat 30. XXw. Na terenie Rakowca nad torami przerzucony jest wiadukt samochodowy (niezbyt przyjemny do przechodzenia pieszo) tuż obok stosunkowo nowej stacji SKM Żwirki i Wigury, a także dwie mniejsze kładki. Pierwsza z nich znajduje się u wylotu ul. Mołdawskiej i określano ją wcześniej mianem tzw. szerokiej. Dla mnie sama kładka i jej okolice to miejsca wczesnych wypadów z przyjaciółmi, siedzenia na trawie niedaleko domu jeszcze za czasów, kiedy nie postawiono szpecących ekranów zamalowanych jak zresztą wszystko w Warszawie kłótniami legionistów z innymi klubowiczami. Stosunkowo ciemne otoczenie kładki powodowało, że rewelacyjnie było z niej widać zachody słońca znikającego za Szczęśliwicami lub gwiazdy w środku nocy, w szczególności Małej i Dużej Niedźwiedzicy. Kładkę wymieniono, nawet przez dłuższy czas stała bez schodów i już niestety nie można powiedzieć o niej szeroka.


widok na tory w kierunku Szczęśliwic, po lewej stacja Żwirki i Wigury



kładka u wylotu Mołdawskiej, bez schodów



Kolejna znajduje się już w otoczeniu typowo działkowym, trochę zaniedbana, odnowiono ją poprzez zamontowanie drewnianych desek w żelaznym szkielecie przejścia. To właśnie tędy najszybiej można było dostać się na plac zabaw przy 1ego sierpnia. Graniczne urban legends z tego regionu opowiadały o licznych rozbojach, gwałtach, znajdowanych trupach i ludziach chowających się w jamach podziemnych właśnie w tych okolicach. Fakt, światła tam mało, otoczenie działek... zniechęciło nas to chwilowo do podróży. Ostatecznie od czasów postawienia ekranów teren wygląda pozornie nieco bezpieczniej. Ale za ekranami, tajemnicze krzaki nadal są.


wąska kładka

niedziela, 8 grudnia 2013

Zakopana pamiątka

Jeśli zboczymy na chwilę od ul. Grójeckiej na dziedziniec L.O. im. Hugona Kołłątaja. Niedaleko wejścia znajduje się głaz z tabliczką, jeden z wielu na terenie Warszawy. Jednak warto do niego podejść i przeczytać co upamiętnia.



Jak się okazuje, ustawiono go już 5ego czerwca 1936r. dla upamiętnienia marszałka Józefa Piłsudskiego. Jego imię miała nosić cała dzielnica planowana do zrealizowania w miejscu obecnego Pola Mokotowskiego. Kamień przetrwał wojnę, ale po wojnie nie był zbytnio atrakcyjny dla ówczesnych władz. W obawie przez zniszczeniem zabytku, wykopano dół i zasypano go warstwą ziemi. Dzięki zdjęciom z NAC w 2011r. odnaleziono jego prawdopodobną lokalizację. Róg głazu wystawał w pobliżu tego miejsca nad ziemię. Wykopano ten osobliwy pomnik i umieszczono w pobliżu jego dawnej lokalizacji. Oczywiście umieszczono na nim nową tabliczkę, gdyż przed zakopaniem skuto z niego cały napis. Ot taka ciekawostka!

niedziela, 1 grudnia 2013

Ta karczma Ochota się nazywa!

Tutaj, na malutkim skwerze w okolicy Kaliskiej 1 znajduje się miejsce pamiątkowe najważniejszego obiektu dla Ochoty, już od dawien dawna nie do odnalezienia na mapie Warszawy. Tutaj bowiem znajdowała się karczma, jedna z wielu. Tutaj mieli możliwość odpocząć, napić się i zjeść podróżnicy zdążający do miasta. Karczma nosiła nazwę Ochota i dała początek nazwie dzielnicy. Obecnie upamiętnia ją ceglany mur. Podobno karczma po raz pierwszy została naniesiona na mapę w 1829r.



Pamiątkowe miejsce po karczmie "Ochota":








Czy to jednak jedyne takie miejsce, które znajdowało się w obrębie dzielnicy?
Otóż nie. Na rogu Sanockiej i Trojdena znajdowała się inna karczma, niestety nie zachowano do dziś jej nazwy. Inna z kolei słynną karczmą, była Pociecha. Powstała na rogu ulicy Trojdena oraz obecnej Grójeckiej. Od koloru cegieł użytych do budowy tego miejsca nazywana również Czerwoną Oberżą. Rozebrano ją w 1904r. Oficjalnych zdjęć pamiątkowych na razie nie ma, można jednak liczyć, że odnajdą się jeszcze w zapomnianej książce, gdzieś na strychu.

Romantyczne serduszko Rakowca

Pozostając przy wodnej tematyce Rakowca, wstydem byłoby nie wspomnieć o jeziorku w małym parku im. Zasława Malickiego (architekta budynków na Rakowcu). Obecnie odrestaurowane, w 2009r. był najświeższy remont porządkujący jego otoczenie. Uregulowano zejścia do jeziorka, obsadzono roślinnością, stworzono dwie, „dzikie” wyspy dla ptaków oraz drewniany taras wychodzący nad taflę zbiornika.
Pamiętam to miejsce jeszcze w odsłonie z lat 60.XXw., kiedy brzegi oraz dno jeziorka wylane było betonem i pozbawione roślinności. Na środku straszył metalowy niby-karmnik dla ptaków. Na zimę woda zamarzała i dzieciaki, łącznie ze mną, lepiły w sadzawce bałwany. Bodajże 1996 lub 1997r. Teraz jest to miejsca głównie spacerów z psami oraz odpoczynku dla starszych mieszkańców. Dzieciaków tam mało, a kiedyś bez przerwy uginały się wierzby płaczące pod ciężarem śmiałków bujających się coraz dalej, nad wodę.
Jeśli dla mnie były to wspomnienia-szaleństwa, zajrzyjmy do opowieści Andrzeja Jeglińskiego z cyklu felietonów „Mój Rakowiec” umieszczonych na www.pisochota.blogspot.com: http://pisochota.blogspot.com/2013/09/moj-rakowiec-odc-5-stawik-morze-piratow.html. Można u niego przeczytać o iście pirackich zabawach najmłodszych mieszkańców Rakowca i łowieniu kijanek. Niestety, już od niemal 50 lat nie łowi się tam ryb, od czasów spuszczenia do stawiku ścieków.

Fotoochota - nad brzegiem stawiku 1987

sobota, 23 listopada 2013

Służew na Ochocie

Idąc spacerem wzdłuż wykopu kolei radomskiej mijamy dwie kładki pozwalające na pieszo przeskoczyć na sąsiednią dzielnicę – Włochy. Po prawej stronie mijamy ogródki działkowe, w sporej ilości opuszczone i zaniedbane. Gdzieniegdzie można zauważyć jeszcze odpryski starego Rakowca pod postacią jego zabudowy, która ewidentnie nie pasuje do współczesnych czasów. Działki wyglądają niebezpiecznie, ale jak to zwykle bywa w takich miejscach, kryją ciekawe rzeczy.

Niedaleko działek już przy Alei Krakowskiej znajduje się tajemniczy ciek wodny. Jest to zachowany fragment Potoku Służewieckiego, którego źródło znajdowało się w okolicach obecnego Czystego. Właśnie wzdłuż niego znajdowały się pierwsze osady południowej części Warszawy.

Po cichaczu, jak zwyczajny ciek...

... o górkach rekreacyjnie

Wcześniej doszło ciut informacji dotyczących źródła pochodzenia górek, teraz zajmiemy się przyjemną stroną wspomnieniową. Jak kiedyś wyglądał ten park? W co tu się bawiono? Jak spędzano czas na górkach?

Marek Nowakowski w swoim opowiadaniu Forty napisał: „(...) Jeszcze przez lata całe były celem wagarów kilku pokoleń uczniaków i ulubionym miejscem erotycznych inicjacji. W fosach podobno były raki i nocą odbywały się wyprawy z latarkami. Latem zatrzymywały się tutaj cygańskie tabory”.

Jerzy Kasprzycki pisał w nr. 283 „Życia Warszawy” (1968r.): „Nie ma chyba warszawiaka z dzielnic peryferyjnych, który we wspomnieniach z dzieciństwa nie zachowałby owych przepysznych zabaw na fortach. Gdzie, jak nie w fortecznych fosach, uczyliśmy się pływać i łowić ryby? A w latach późniejszych zdobywało się w gęstych zaroślach nadbrzeżnych wiele innych cennych i przyjemnych doświadczeń...

Jak podchodzili do tego miejsca rodzice? Nie byli zbytnio zadowoleni, kiedy ich pociechy przemierzały strome zbocza tuż nad mętną wodą fosy. Stwarzało to oczywiste niebezpieczeństwo dla zdrowia dzieciaków. Kolejną grozę wzbudzała wieża triangulacyjna, która stała w pobliżu skrzyżowania ul. Korotyńskiego i Pawińskiego. Tuż obok niej znajdował się stawik obrośnięty trzciną – jedyna pamiątka po stałej wodzie znajdujące się niegdyś w fosie. Stawu już nie ma, a jedynym świadkiem tutejszych zabaw w piratów jest drzewo przy ul. Korotyńskiego 13 (obiecuję zdjęcie). Zapominano o niebezpieczeństwach w okresie zimowym, kiedy rodzice tłumnie przybywali tu zjeżdżać na sankach lub nartach. Największe stromizny znajdowały się od obecnej ul. Grzeszczyka.

Dla dzieciaków był to jednak niekwestionowany raj, pisze o tym Andrzej Jegliński w swoim artykule: http://pisochota.blogspot.com/2013/10/moj-rakowiec-odc-6-way-wzduz-ul.html , który bardzo polecam.

Górki w 1997, stary plac zabaw w tle i rosnące bloki


A dla mnie? Dla mnie to park starego placu zabaw z drewnianych bali (widać go na poniższym zdjęciu), który nie był ogrodzony, bujało się na wielkiej oponie, nie był ogrodzeń i zwariowanych matek niepozwalających swoim dzieciom biegać. Park bolesnych upadków na rolkach, jeżdżenia na starym składaku i zabaw z psem. Ale uwielbiam to miejsce i cieszę się, że jest zabytkiem nie do ruszenia. Przynajmniej póki co.

O górkach informacyjnie...

Górki. Jasne, ukształtowanie terenu jako pierwsze nasuwa na myśl słowo „górki”. Wszyscy mieszkańcy Rakowca chyba znają to określenie i tak właśnie na górki chodzi się na sanki zimą, latem na kocyk, a wieczorami z psem. Jednak pod zwałem nasypanej ziemi kryje się spory kawałek historii.

Dwa zagadkowe miejsca, jakby zakopane betonowe konstrukcje to część widocznego fortu Rakowiec, który był fragmentem XIXwiecznych zabudowań twierdzy Warszawa. Wzniesiono go w latach 1889-1892. W innych miejscach Warszawy również istnieją takie forty należące do tego samego pierścienia. Co ciekawe, wszystkie mają ten sam kształt i są otoczone fosą, która jednak w przypadku ochockim nie ma już wody (poza okresem wiosennym, kiedy cały śnieg schodzi ze zboczy). Dlaczego jednak wybrano właśnie tę lokalizację? Tereny były tutaj bardzo podmokłe i przeważały tu liczne bagna, jeziorka oraz... potok służewiecki (sic! Ale zaraz, zaraz wrócimy do niego innym razem). Grząski teren nie sprzyjał więc wrogom. Dwa betonowe fragmenty nieznacznie wynurzające się z ziemi to wejścia do schronów o głębokości 100m. Tutaj taka malutka urban legend związana właśnie z tym miejscem, otóż podobno w latach powojennych dwójka chłopców weszła do fortu i znalazła skład niemieckiej broni z czasów wojny. Nastąpił głuchy wybuch i dwóch chłopców straciło życie wewnątrz twierdzy. Dlatego podobno obecnie drzwi pancerne są głęboko zakopane i nie można ich ruszyć.

Ciekawa jest również kwestia zieleni, ponieważ forty właśnie obsadzano roślinami szybko rosnącymi i mającymi rozłożyste korony. Korona fortu jest cała obsadzona kasztanowcami, które jednak pochodzą z czasów współczesnych. Ciekawe czy ogrodnik znał się na zieleni typowo fortecznej.

Fort nie brał udziału w drugiej wojnie światowej, wiadomo tylko z meldunków niemieckich, że nadciągający wróg od strony zachodniej właśnie stojąc na wale podawał komunikat o położonych w oddali budynkach Starej Ochoty, które dostrzegał poprzez rozciągające się pola Rakowca. Nie wiedzieli jednak, że ich cel będzie broniony przez mieszkańców kolonii.